Kapitan Żbik z perspektywy

Arkadiusz Florek
2001





artykuł ukazał się w "Krakersie", w numerze 17.



"Kapitan Żbik" do dziś pozostaje najdłuższa polską serią komiksową. Ukazywał się przez 15 lat. Ubarwił życie milionom czytelników odrywając ich od szarości dnia codziennego. Poniższy tekst jest próbą podsumowania obecnej wiedzy na temat tej serii, przedstawienia chronologii poszczególnych zeszytów, scenarzystów, rysowników i stron okołokomiksowych. Jak przedstawia się seria z dzisiejszej perspektywy? Jak oceniają ją po latach pasjonaci, krytycy, publicyści i rysownicy? Kim był Jan Żbik z MO? Z kim współpracował? Jakie były kulisy powstania i zakończenia serii? Czy jest szansa na jej wznowienie lub kontynuację?

POCZĄTKI

Seria opowiadająca o przygodach kapitana Żbika powstała w 1967 r. na zamówienie i przy współudziale Komendy Głównej Milicji Obywatelskiej, która postanowiła wpłynąć propagandowo na młodzież. Władysław Krupka - scenarzysta, emerytowany pułkownik MO, o początkach serii mówi tak: Na Bazarze Różyckiego pojawiły się komiksy z Tarzanem po angielsku, niemiecku, szwedzku. Nasze dzieci je kupowały, więc przyjrzeliśmy się zjawisku z bliska. (...) Potem pojawiły się całkiem inne komiksy, bez wątpienia sprowadzane z Zachodu. Więc postanowiliśmy, że trzeba wydać polski komiks. Zbigniew Gabiński - pomysłodawca serii: Żbik nie miał nic wspólnego z polityką. Chcieliśmy pokazać młodzieży trudną i ciekawą pracę naszych funkcjonariuszy.

Bogusław Polch - rysownik - twierdzi, że: pierwowzorem Żbika był podobno jakiś oficer milicji, który swoim bardzo szlachetnym postępowaniem natchnął kilku funkcjonariuszy z wydziału propagandy. A wizualnie? Żbik rodził się długo. To były miesiące pracy kilku grafików, z których każdy rysował inaczej.

OPIS SERII

Komiksy w pierwszych dziewięciu zeszytach oraz w "Porwaniu" i "Kocim oku" miały 32 strony. Pozostałe po 31. Przez 15 lat ukazały się 53 zeszyty o przygodach Żbika w łącznym nakładzie 11 330 000 egzemplarzy. W skład serii wszedł jeden cykl 5-częściowy, dwa 4-częściowe, pięć 3-częściowych, cztery 2-częściowe i 17 zeszytów jednoodcinkowych. Każdy zeszyt został wydany w formacie B5. Znakiem rozpoznawczym serii jest biała lilijka na niebieskim tle umieszczana w lewym górnym rogu okładki.

Żbik pojawił się po raz pierwszy na 10 stronie "Ryzyka", ale główną bohaterką tej 3-odcmkowej opowieści była porucznik Ola. Dopiero od 4. zeszytu, pt. "Dziękuję kapitanie", staje się głównym bohaterem. Najlepsze czasy dla serii przypadły na początek lat 70. Pracowało wtedy nad nią kilku rysowników mających do dyspozycji dobre scenariusze. Początkowe zeszyty były typowymi kryminałami, nie stroniącymi od morderstw, porwań, strzelanin, pościgów samochodowych i pięknych kobiet. Później, jako bohaterowie pierwszego i drugiego planu, zaczęło pojawiać się coraz więcej dzieci (m.in. "Wieloryb z peryskopem", "Gdzie jest jasnowłosa?" czy "Zerwana sieć"). Zmieniło się to pod koniec serii, tyle tylko, że siedem ostatnich komiksów do scenariuszy Władysława Krupki nie umywa się do jego wcześniejszych tekstów i są najsłabsze w cyklu. W "Granatowej cortinie" Żbik dostał awans na majora i do kolejnej sprawy w teren wysłał już nowo mianowanego kapitana Michała. W następnej podserii sprawę prowadził znów sam. Scenariusz był bardzo obszerny - momentami dymki na stronie zajmowały więcej miejsca niż rysunki. Wróblewski wyraźnie robił co mógł, ale jak to mówią: "z piasku bicza nie ukręcisz". Sama akcja toczyła się w żółwim tempie, przeważnie przy biurku i stolikach. Tytuł ostatniego zeszytu odnosił się raczej do zakończenia serii niż do opowieści. W historii tej Żbik zakochał się w pani kustosz z muzeum w Waśniewicach. Wbrew opinii zawartej w artykule Janusza Pawlaka ("Krakers" nr 14), wydaje mi się, że nie jest to ta sama pani kustosz, co w "Gotyckiej komnacie". Danutę poznał podczas śledztwa w sprawie śmierci kustosza Grońskiego (w Waśnicach), a jak wynika z dialogu z "St. Marie wychodzi w morze", Krystynę poznał podczas sprawy włamania do muzeum w Waśniewicach. Autorem obu opowieści był ten sam scenarzysta i wątpliwe, aby się pomylił.

Sporo zamieszania wprowadziło wydawnictwo "Sport i Turystyka" nanosząc na okładkę 45. zeszytu informację, że jest to zeszyt 50. Przy podaniu tej liczby najwyraźniej wzięto pod uwagę 2. wydanie podserii rozpoczętej "Zapalniczką z pozytywką" (45 nowych zeszytów + 5 wznowień) z 1974 roku. Według ciągłości akcji, jubileuszowym "Żbikiem" powinien być "St. Marie wychodzi w morze", ale na skutek jakiejś wydawniczej zawieruchy został nim "Nie odebrany telegram", który ukazał się rok wcześniej. Drugie wydania nie zawsze były identyczne z pierwszymi. W cyklu rozpoczętym "Zapalniczką z pozytywką", tytuł umieszczono w białym pasku, zmieniając zupełnie kompozycję okładki, a ostatni zeszyt - "Błękitna serpentyna" - miał zmienioną okładkę.

W 2. wydaniu "Wieloryba z peryskopem" Wróblewski od nowa musiał narysować pierwszą stronę. W 2. wydaniu "Wiszącego roweru" przemalowano okładkę. Najwięcej zmian naniesiono we wznowieniu "Salta śmierci". Są pogrubione kontury rysunków oraz zmiany w szczegółach i w tle, gdyż cały zeszyt został odrysowany na nowo. Od początku serii używano umownej nazwy "kolorowe zeszyty". Tylko raz pada nazwa "komiks" w "Wyzwaniu dla silniejszego", w liście Wiceministra Oświaty i Wychowania gen. dyw. Zygmunta Huszczy.

ZA OFIARNOŚĆ I ODWAGĘ

Nieodłączną częścią serii, począwszy od "Diademu Tamary", były komiksowe jednoplanszówki z cyklu "Za ofiarność i odwagę" (poświęcone osobom, które uratowały komuś życie), które na stałe zagościły na 3.stronie okładki. Arkadiusz Bilecki odkrył, że autorem rysunków "Za ofiarność i odwagę" do zeszytów "Śledzić fiata 03-17 WE" i "Wzywam 0-21" jest Szymon Kobyliński. Ten sam styl kreski i charakter pisma pojawia się też w "Za ofiarność..." w "Diademie Tamary". Początkowo bohaterami odznaczonymi tytułowym medalem byli zwykli ludzie, nawet dzieci, a później w rubryce tej zagościli na stałe milicjanci.

Jest też kilka ciekawostek... Sierżant Antoni Bednarek był dwa razy bohaterem tej strony. Pierwszy raz w "Zakręcie śmierci", a drugi w "Kryptonimie Walizka". Nie wiadomo, dlaczego Wróblewski dwa razy narysował historię do tego samego scenariusza. Grzegorz Rosiński do 2. wydania 5. zeszytów cyklu "Zapalniczka z pozytywka" narysował "Za ofiarność..." z nowymi bohaterami. To samo zrobił Jerzy Wróblewski przy 2. wydaniu cyklu "Wieloryb z peryskopem" oraz zeszytów "Kryptonim Walizka" i "W potrzasku". Trzy razy zdarzyło się, że przedostatnia strona okładki nie była komiksem. W "Człowieku za burtą" i "Wiszącym rowerze" zamiast komiksu był jeden rysunek. W "Złotym Mauritiusie" pokazano tylko zdjęcie bohatera - Stanisława Kolczyńskiego - i opis zdarzeń. Milicjant ten zginął podczas pogoni za złodziejem, a medal przyznano mu pośmiertnie. W sumie "Za ofiarność i odwagę" miało 55 odcinków. Gdyby wydać je osobno, zebrałby się komiksowy album



ZAPOWIEDZI

Początkowo zapowiedzi następnego zeszytu umieszczano na 3. stronie okładki i były one czarno-białe. Tak było do czwartego zeszytu. Od piątego znalazły się na ostatniej stronie okładki i zajmowały pół strony. W ich skład wchodziły pomniejszone okładki i elektryzujące pytania, które nawet dziś zachęciłyby do lektury reklamowanego komiksu. np.: Jaką tajemnicę kryją w sobie mury starego zamczyska?, Czy piękna Erika prowadzi podwójną grę?. Później bywały już bardziej zdawkowe, np.: O następnych przygodach Agnieszki, Magdy, Marty i Janka przeczytacie w kolejnym zeszycie tej serii..., aż w końcu drukowano tylko samą okładkę. Zdarzyło się, że dwa zeszyty nie miały swoich zapowiedzi. "Niewygodny świadek" ukazał się z dwuletnim opóźnieniem i umieszczanie zapowiedzi ,,Dwunastu kanistrów" było bezcelowe. Zamiast tego zeszytu zareklamowano serię "Pilot śmigłowca" (powtórzono ją w 2. wydaniu "Błękitnej serpentyny"), a na ostatniej stronie "Zatrzymać niebieskiego fiata" brak zapowiedzi "St. Marie wychodzi w morze". Stało się tak dlatego, że w chwili oddawania do druku zeszytu 49 - następny jeszcze nie powstał.

KRONIKA MO

Od "Zapalniczki z pozytywką" na tylnej okładce, pod zapowiedziami, znalazła swoje miejsce kronika MO. Był to najbardziej propagandowo-ideologiczny motyw całej serii. Cykl ten przetrwał aż do ostatniego zeszytu (nie w każdym z nich był obecny). Kronika objęła lata 1944 - 1947. Często była zilustrowana pędzącym radiowozem (do 1977 r.). Tylko raz w tym miejscu pojawił się inny rysunek, który ogłaszał nie lada święto - "XXX lat ORMO". Prawda jest taka, że oprócz cenzora i autora tekstu (pułkownika Zbigniewa Gabińskiego) nikt tego nie czytał.

Pędzący radiowóz nierozerwalnie kojarzy się z serią o kapitanie Żbiku, a zwłaszcza z propagandową "Kroniką MO".

NAUKA I TECHNIKA

Drugie wydanie "Zapalniczki z pozytywką" było pierwszym zeszytem, w którym na stronie po komiksie, pojawił się cykl "Nauka i technika w służbie MO". Można było poznać zagadnienia daktyloskopii, mechanoskopii czy fonoskopii. Od 2. wydania "Wieloryba z peryskopem" cykl ten przeniesiono na tylną okładkę.

JIU-JITSU

Drugie wydania "Żbików" Wróblewskiego oraz siedem ostatnich zeszytów zawierały (po stronach komiksowych) lekcje jit-jitsu. Było ich razem 14. Tekst napisał dr Krzysztof Kondratowicz. Autorem rysunków do tych lekcji był Jerzy Wróbiewski, co można rozpoznać po stylu kreski i sygnaturze WR.



DRODZY PRZYJACIELE

"Zdjęcie" Żbika z autografem
z "Granatowej Cortiny"

Na drugiej stronie okładki umieszczano początkowo komiksopodobne rady. np. o ratowaniu tonących, przestrzeganiu przepisów przeciwpożarowych itp. Później na stałe zagościła tu rubryka "Drodzy przyjaciele", w której Żbik odpowiadai na listy i poruszał takie sprawy, jak pomoc staruszkom, huliganizm czy bezpieczna kąpiel. Z czasem zaczęto zamieszczać materiały propagandowe, np. jak zostać funkcjonariuszem MO. W "Granatowej cortinie", gdy awansowano Żbika na majora, zamieszczono jego "zdjęcie" (był to rysunek) z autografem, a wydawnictwo mu pogratulowało. Było to tak sugestywne, iż jako mały chłopiec sam uwierzyłem, że Żbik istnieje naprawdę. W ostatnim zeszycie Jan Żbik pożegnał się z czytelnikami, stwierdzając: Jestem głęboko przekonany, że gdy po krótkiej przerwie wydawnictwo wznowi wydawanie tej serii, równie serdecznie jak mnie, przywitacie mojego następcę. Jak czas pokazał - pierwszy raz się pomylił.

TYTUŁY I OKŁADKI

Tytuł komiksu kryminalnego powinien być nierozerwalną częścią całości. Musi skupiać uwagę, wywoływać emocje... To właśnie on i okładka zachęcają do nabycia publikacji. Rozumiano to na początku serii, gdy zeszyty miały interesujące tytuły, np.: "Tajemnica ikony", "Strzał przed północą", "Zakręt śmierci" i inne. Później ich poziom spadł, a zwłaszcza pod koniec serii. Kogóż obchodzi, że "St. Marie wychodzi w morze", albo, że ktoś nie odebrał telegramu?

Okładka ma równie ważne zadanie. Powinna wizualnie przyciągać oko czytelnika. W niniejszej serii były zarówno okładki, obok których nie można było przejść obojętnie, jak i takie, które nie spełniały swego zadania (zwłaszcza początkowe i ostatnie). We "Wzywam 0-21", zamiast rysunku, umieszczono na okładce zdjęcie milicjanta stojącego przy radiowozie marki Warszawa. Zawartość okładek prezentuje się następująco: przestępców umieszczono na nich 29 razy, Żbika - 17 razy, bohaterów pozytywnych - 12 razy, samochody - 10 razy, dzieci - 6 razy, porucznik Olę - 3 razy, porucznika Michała - 2 razy. Po 2 razy - ślizgacz, pociąg, statek, samolot, łódź podwodną, morze i jezioro, a po l razie - helikopter, łódkę, minę, zapalniczkę, kanistry, kasę pancerną, ambonę, model samolotu, jelenia, lwa, Indianina, telegram, zdjęcie, posążek i wieżę Eiffia. Wszystko można zrozumieć, ale żeby porucznik Ola przegrała z samochodami.

SCENARZYŚCI

Przez lata autorzy scenariuszy byli nieznani. We wszystkich zestawieniach zamiast nazwiska umieszczano znaczek NN. Utarł się pogląd, że rysownicy wkraczali w kompetencje scenarzystów. Andrzej Janicki, opisując twórczość Jerzego Wróbiewskiego, pisze: Bardzo często, tak jak to było w przypadku serii "Kapitan Żbik", do jego rąk trafiał nie scenariusz, lecz skąpy zarys wątku kryminalnego, kilka wytycznych o charakterze socjo-politycznym lub w najlepszym wypadku jałowy konspekt całości opracowany przez anonimowego twórcę z Komendy Głównej MO. Autor tych słów osobiście znał Wróblewskiego i wypada przypuszczać, że informację tę otrzymał z pierwszej ręki. Grzegorz Rosiński twierdzi natomiast, że Ja byłem wiemy scenariuszowi. Jeżeli któryś ze "Żbików" jest gorszy, to dlatego, że scenariusz był gorszy. Jeżeli coś mi nie pasowało, to trochę najwyżej sam zmieniałem, choć w zasadzie nieczęsto widziałem taka potrzebę.

Jerzy Jastrzębski w swej książce pt. "Czas relaksu. O literaturze masowej i jej okolicach" twierdzi, że niektóre zeszyty były adaptacjami kryminałów z serii "Ewa wzywa 07", "Jamnik" czy "Srebrny kluczyk". Na pewno w 3. przypadkach jest to prawdą. Wątki tej samej opowieści, co w "Salcie śmierci", znaleźć można w jednym z kryminałów cyklu "Ewa wzywa 07" i w odcinku serialu Krzysztofa Szmagiera "07 zgłoś się", pt. "Skok śmierci". "Człowiek za burtą" i "Gotycka komnata" mają podobną intrygę, co kryminał "Tajemnica gotyckiej komnaty", a cykl "St. Marie wychodzi w morze" narysowano (scena po scenie) wg książki Wł. Krupińskiego (pseudonim Wł. Krupki) pt. "Skazałeś ją na śmierć". Są 2 różnice: kpt. Mirskiego zastąpił mjr Żbik, a Maria Olimpska, która ginie w książce, zostaje ocalona.

Wiadomo, że w 1973 roku wydawnictwo ogłosiło konkurs na scenariusz "Żbika", w którym wziął udział były szef KPN-u - Leszek Moczulski. Mimo, że jego adres się zgadza, to on tego nie pamięta (amnezja to choroba zawodowa polityków).

Przełom nastąpił w roku 2000, gdy na witrynie internetowej Igora Soszyńskiego pojawił się spis "Żbików" wraz z ich scenarzystami. Został on sporządzony przez Adama Ruska - pracownika Biblioteki Narodowej. Wynika z niego, że aż 36 razy scenariusz napisał (31 razy samodzielnie) pułkownik Władysław Krupka. Redaktor Grażyna Paprocka wspomina, że pułk. Zbigniew Gabiński przed skierowaniem do druku opiniował każdy scenariusz. Zawsze musieliśmy mieć akceptację Komendy Głównej. Do dziś zachowały się uwagi do komiksu "Strzał przed północą". Np.: rys 1,2,3 - wieś powinna być nowoczesna, rys. 25. - proponuję ograniczyć ten tłumek, rys. 82. po co "Szczęść Boże", np. szczęść pracy. Jak widać w komiksie, "Szczęść Boże" zostało podmienione na "Dzień dobry". Cenzor przysnął na przedostatniej stronie "Jaskini zbójców", gdy uwięziona Lidka krzyczy Milicja! O Boże. Cenzura ingerowała też w okładkę "Diademu Tamary". Rosiński kilka razy ją przerabiał, gdyż na rysował Żbika bez milicyjnej czapki. Specjaliści z KG MO orzekli, że milicjant bez czapki nie jest milicjantem. Jak widać Rosiński postawił na swoim.



RYSOWNICY

Nad serią o przygodach kapitana Żbika pracowało 7. rysowników (a nawet 8., ale o tym za chwilę). Bogusław Polch mówi: Pierwszego Żbika narysował, o ile pamiętam, kolega Sobala. Powstała postać niewyraźna. Wiadomo tylko tyle, że Żbik ma ciemne włosy. Kiedy wszedł do tego programu Grzesiek Rosiński, szukał formuły doskonalszej. Grzegorz Rosiński: My byliśmy po prostu tymi ludźmi, którzy nie mogli żyć bez komiksu. Musieliśmy rysować cokolwiek. Byliśmy takimi przaśnymi Spielbergami spod polskiej strzechy. Robiliśmy komiks z największym zaangażowaniem i emocjami. Maciej Parowski dodaje: Na początku rysunki i kompozycja planszy były płaskie i statyczne. Z czasem Żbik się rozwinął.

Marek Wiśniewski i Jan Rocki narysowali po jednym "Żbiku", Andrzej Kamiński - 2, Zbigniew Sobala - 7, Grzegorz Rosiński -11, Bogusław Polch - 7, a rekordzista Jerzy Wróblewski - 24. Wznowiono natomiast prace trzech ostatnich rysowników. Rosińskiemu wznowiono 5 zeszytów, Wróblewskiemu - 13, a Polchowi - 7 (czyli wszystkie). Z. Sobala początkowo na 2. stronie okładki umieszczał portrety głównych bohaterów, aby czytelnicy mogli ich rozszyfrować. Rosiński, Polch i Wróblewski to trzej polscy mistrzowie, którzy wnieśli wiele interesujących elementów. Rosiński - europejski realizm, Polch - elegancję kreski, a Wróblewski - amerykański dynamizm. Pierwszy zrobił karierę w Belgii ("Thorgal", "Yans"), drugi w Niemczech (seria danikenowska) i w Polsce ("Funky Koval"), a trzeci był najpłodniejszym polskim rysownikiem, który zmarł przedwcześnie w 1991 r. Dzięki nim, wraz z H. J. Chmielewskim, J. Christą, Sz. Paweł i T. Baranowskim, rozpoczęła się w latach 70. złota era polskiego komiksu. Mimo, że nad serią pracowało kilku autorów, to w pamięci czytelników pozostaje Żbik wykreowany przez Wróblewskiego.

SENSACJA PIERWSZA

W 1980 roku wznowiono pierwsze trzy zeszyty cyklu cyrkowego rysowanego przez Bogusława Polcha. Na ostatniej stronie okładki "Pogoni za lwem" znalazła się zapowiedź ostatniego zeszytu cyklu, czyli "Salta śmierci", lecz bez okładki. Było to niespotykane w 2. wydaniach. "Salto śmierci" ukazało się dopiero w 1982 roku: miało przerysowaną okładkę, pogrubione kontury na wszystkich rysunkach oraz zmiany w tle i szczegółach. Dziś już wiadomo dlaczego. Okazało się, że zaginęły materiały i komiks ten został przerysowany przez nieznanego grafika. Polch tak mówi o wydarzeniach sprzed lat: Komiks miał być wznowiony, a tu brak materiałów. Nie zgodziłem się na jego przerysowanie, bo uważam, że robię wszystko tylko raz i to dobrze. Znalazł się grafik, który podjął się tego zadania, niezwykle trudnego. Najpierw protestowałem, potem zgodziłem się pod warunkiem, że będzie adnotacja z jego nazwiskiem, że to na podstawie mego komiksu. Jednak poszło tylko moje nazwisko.. Nie wiadomo, jak nazywał się grafik, który potrafił podrobić styl Polcha.

Różnice między 1. a 2. wydaniem "Salta śmierci" widoczne są gołym okiem

MIEJSCA AKCJI

Akcja większości zeszytów rozgrywa się na terytorium Polski, zarówno w wielkich miastach (Warszawa, Łódź, Kraków), miejscowościach uzdrowiskowych (Zakopane, Sopot, Jurata), jak i w mniejszych miastach i wioskach. Akcja "Śledzić fiata 03-17 WE" toczy się w Wołominie, a "Czarnej Nefretete" w Pruszkowie. Ciekawe, czy już w tamtych czasach milicja miała w nich problemy? Czasami zamiast nazw miast, oznaczano je zastępczo sformułowaniami małe miasteczko lub miasteczko powiatowe. Kiedy padają nazwy miasteczek okazują się one fikcyjne. Na mapie nie ma miejscowości: Czarnków k/Mokla ("Złoty Mauritius"), Borówkowo ("Kto zabił Jacka?"), Waśnice ("Gotycka komnata), Pojseny ("Zerwana sieć"), Leśne Łazy ("Gdzie jest jasnowłosa?") i Małego Zdroju ("Jaskinia zbójców").

Można natomiast odwiedzić Gorlice ("Diadem Tamary" - woj. małopolskie), Bielszowice ("Niewygodny świadek" - dzielnica Rudy Śląskiej), Jaworzynę ("Nocna wizyta" - granica polsko-słowacka) i Wólkę Małą ("Strzał przed północą"). Ta ostatnia wioska, o której ktoś napisał, że sprawia wrażanie, jakby odbywał się w niej permanentny festiwal Cepeliady, leży w woj. Podlaskim. Innych Wólek jest w Polsce przeszło 200. Miejscowości o nazwie Polanka (cykl "Wieloryb z peryskopem") są dwie, ale żadna nie leży na Mazurach.

W kilku zeszytach akcja toczy się za granicą (NRD, Bułgaria, Węgry, Rumunia, Czechosłowacja, Austria, Szwecja, Turcja, Jugosławia i Francja). Czasami przenosimy się tam tylko na chwilę, a w zeszytach "Spotkanie w Kukerite", "Podwójny mat", "Porwanie" i "Zakręt śmierci", akcja toczy się całkowicie poza terytorium Polski. Z kolei w "Skoku przez trzy granice" i w "Zatrzymać niebieskiego fiata", jesteśmy w Warszawie tylko na kilku kadrach. Walki dobra ze złem toczą się: na lądzie, pod wodą, w powietrzu i pod ziemią, w eleganckich lokalach, w zacisznych lasach, nad jeziorami i w górach, w cyrku, muzeach, klubach sportowych, piwiarniach, na drzewach i w studniach...

JAN ŻBIK I WSPÓŁPRACOWNICY

W "Zapalniczce z pozytywką", która ukazała się w 1970 r., kapitan Żbik opowiada o swej przygodzie sprzed dwudziestu lat, gdy miał ich trzynaście (wynika z tego, że urodził się w 1937 r.). Gdy rozpoczęła się seria, miał ich 30, a gdy zakończyła - 45. Przez 15 lat rozwiązał 29 spraw, łapiąc przy tym tyleż samo przestępców i grup przestępczych. Byli to mordercy, przemytnicy, szpiedzy, kłusownicy, złodzieje i fałszerze. Nikt nie miał lekko, każdy był podejrzany, niewinny wypuszczony, przestępca złapany. Gdy zaistniała taka potrzeba był: tajnym agentem, saperem, płetwonurkiem, nauczycielem judo, stróżem lasu, naukowcem lub sezonowym rolnikiem. Znał się na krótkofalówkach i alfabecie Morse'a. Strzelał celnie z pistoletu i łuku. Mówił biegłe wieloma językami. Trzy razy z myśliwego stał się zwierzyną. W "Diademie Tamary" został ogłuszony tępym narzędziem, zakneblowany, związany i porzucony w lochach nieczynnego browaru. W "Dziękuję kapitanie" został uprowadzony z własnego mieszkania i omal nie utopiony w jeziorze. W "Porwaniu", gdy podszywał się pod inżyniera, został uśpiony w pociągu za pomocą zastrzyku, włożony do kosza i umieszczony w samolocie lecącym z Pragi do Wiednia.

Pomagali mu wszyscy: dzieci, młodzież i dorośli. Leśnicy, kolejarze, przewodnicy górscy, rybacy, sportowcy, stewardesy, ORMO-wcy i SB-cy. Sprawy zlecał mu jego przełożony - pułkownik Czeladka. Większość spraw prowadził samodzielnie. W 4. zeszytach pomagała mu porucznik Iwona Nowak, w 5. porucznik Marzena, w 12 porucznik Ola. W 14. pomagał mu porucznik Michał. W "Jaskini zbójców" Ola i Michał pomagają mu razem. Wyjątkiem są "Kryształowe okruchy" i "Czarna Nefretete", gdzie Żbik współpracuje z inspektorem Janowskim z KDMO Ochota, który nie należał do jego ekipy. W cyklu "Ryzyko" to porucznik Ola prowadzi sprawę, a Żbik nadzoruje ją zza biurka, podobnie jak w "Granatowej cortinie", gdzie śledztwo prowadzi Michał. "Wieloryb z peryskopem" jest pierwszym zeszytem, w którym Żbik nie wystąpił. Nie pojawił się też w "Wiszącym rowerze", "Na zakręcie" i "Zakręcie śmierci". "Ryzyko" cz. 2 jest jedynym zeszytem, w którym dowiadujemy się, że Ola miała na nazwisko Malicka. Porucznik Marzena i Michał oraz pułkownik Czeladka mieli mniej szczęścia, gdyż nie doczekali się pełnego nazewnictwa. Parodiuje to Władysław Pasikowski w filmie "Psy", gdzie oficer policji przedstawia się słowami: Nazywam się Major Bień i mam stopień majora..

CIEKAWOSTKI

11 zeszytów Żbika ma po 32 komiksowe plansze, a 42 po 31. Gdy to zsumujemy okaże się, że seria ma ich 1653. Jest to rekord, jeśli idzie o polski komiks.

W zeszycie "Niewygodny świadek" - Bogusław Polch (rozstając się z serią) obok podpisu na ostatnim obrazku umieścił numerację 7/946, co oznacza, że narysował 7 "Żbików", na które składa się 946 kadrów. Do tego trzeba doliczyć rysunki ze wszystkich narysowanych przez niego "Za ofiarność i odwagę"...

Jerzy Wróblewski był przeciwnikiem komunizmu i gdy zmuszony został do umieszczenia w "Zerwanej sieci" nazwy naszego byłego sojusznika - Związku Radzieckiego (nazwa ta pojawia się w tej serii po raz pierwszy), dla wyrażenia swej dezaprobaty podgiął ostatni rysunek, jak często dzieje się w komiksach humorystycznych, obok napisu "Koniec". Wrażenie jest takie, że gdyby zawiał wiatr, to obrazki powypadałyby z zeszytu. Puścił więc oko do uważnego czytelnika, aby opowieści tej nie traktować zbyt poważnie.

Jedynym rysownikiem, który nie podpisał się z imienia i nazwiska, był autor "Śledzić fiata 03-17WE" - Mieczysław Wiśniewski. Przypisać mu go można, gdyż miał swój niepowtarzalny styl.

Żbik po 1982 r. tylko raz pojawił się w komiksie. Było to "Poza prawem" A. Janickiego i J. Michalskiego w "Komiksie Forum" z 1996 r. W tej parodii ukazano go jako mściciela karzącego tych, którzy doprowadzili jego świat do upadku. Nie daruje nawet porucznik Oli, która oddała duszę i ciało James'owi Bond'owi.

Do 1. wydania "Złotego Mauritiusa" dołączona była wkładka ze spisem wszystkich dotychczas wydanych "Żbików" oraz bohaterów "Za ofiarność i odwagę".

Zespół "Big Cyc" stworzył o kapitanie Żbiku piosenkę, której tekst był drukowany w śpiewnikach studenckich. Kadry z komiksów o kapitanie Żbiku zostały umieszczone na arachidowo-karmelowym batoniku "Komix" firmy Wawel. Wykorzystano kadry z "Ryzyka" cz. 2, "Dziękuję kapitanie", "Diademu Tamary", "Złotego Mauritiusa" i "Studni".

Na potrzebę programu telewizyjnego "Pop kanał" stworzono krótki film fabularny pt. "Przygody kapitana Żbika -Tajemnicza przesyłka".

Kapitan Żbik jest ulubionym komiksem bohatera komedii Olafa Lubaszenki pt: "Chłopaki nie płaczą", w której recenzuje "Zapalniczkę z pozytywką".



SENSACJA DRUGA

Niestrudzony badacz polskiego komiksu - Marek Misiora - odkrył nieopublikowanego w formie zeszytu "Żbika"! W 1968 r. w "Wieczorze Wrocławia" ukazało się 30 pasków komiksowych z przygodami kapitana pt: "Pięć błękitnych goździków". Wszyscy zwracają się do bohatera per "kapitanie", ale i tak wiadomo o kogo chodzi. Niezapomniany milicjant rozwiązuje sprawę zabójstwa Barbary Janickiej. Scenariusz napisał Władysław Krupka, a rysunki stworzył Zbigniew Sobala, czyli pierwsi autorzy "kolorowych zeszytów". Również w 1968 r. w "Wieczorze Wrocławia" ukazało się 30 pasków z gazetową wersją "Dziękuję kapitanie". W pierwszym z omawianych komiksów wystąpił znany z "Ryzyka" i "Nocnej wizyty" pies Brutus.

16 odcinek "Pięciu błękitnych goździków" z "Wieczoru Wrocławia" Władysława Krupki (sc.) i Zbigniewa Sobali (rys.).

CO DALEJ?

Od czasu do czasu powraca kwestia wznowienia lub kontynuacji serii. Wydawnictwo Siedmioróg chciało wydać "Żbiki" Grzegorza Rosińskiego, które znalazły się nawet w zapowiedziach, ale podobno na publikację nie zgodził się Władysław Krupka. Podobnie było z reprintem zeszytów Bogusława Polcha, który odesłał wydawcę do tego samego scenarzysty i sprawa zakończyła się podobnie. Kamil Śmiałkowski napisał podobno scenariusz kontynuacji "Żbika", który miał odejść z zawodu i prowadzić kiosk z papierosami, ale życie kazało znowu wkroczyć mu do akcji. Pomysł nie doczekał się realizacji, a materiały podobno wylądowały w jakiejś piwnicy. Bogusław Polch otrzymał także propozycję kontynuacji i gotowy scenariusz o przygodach Jana Żbika na emeryturze. Autor zdradził, że Żbik, mimo, iż zmieniony przez czas, będzie ciągle ten sam. Polch nie zgodził się jednak na uśmiercenie bohatera i sprawa ucichła.

Pomysł na kontynuację ma także Michał Antosiewicz, który wymyślił opowieść, w której duch przedwcześnie zmarłego Żbika, nie mogąc opuścić naszego świata, walczy z międzynarodową mafią handlu żywym towarem. Hubert Ronek - fan wydający zina "KGB" - w 19. numerze "Zinia" zapowiedział, że zamierza wydać (być może legalnie) nowego "Żbika", do którego scenariusz na pisał Zdzisław Tryba, a ilustracje narysował Albrecht Dudzik.

Moją skromną propozycją dla przyszłych scenarzystów byłoby, aby akcja nadal toczyła się w latach 60. i 70. po wyjaśnieniu, że Żbik był postacią autentyczną, a w pierwszej serii cenzura i wywiad wycięły jego najciekawsze przygody. Mógłby badać niewyjaśnione zdarzenia, walczyć z KGB, tajne bazy na Uralu, poniemieckie kompleksy bunkrów, zatopione łodzie podwodne, itp. Efekt mógłby być piorunujący.

ZMIERZCH BOHATERA

Ostatni "Żbik" ukazał się na początku stanu wojennego. Mimo zapowiedzi kontynuacji serii z nowym bohaterem po krótkiej przerwie, nic z planów tych nie wyszło. Generał Beim, komendant MO, miał podobno powiedzieć, że młodzież wcale nie musi kochać milicji Musi ją szanować. Musi się jej bać. Władysław Krupka powiedział: W 1982 roku milicja zajmowała się zupełnie czym innym. Została wmanipulowana w politykę. Rozpoczął się końcowy okres historii PRL-u. Władza wyprowadziła na ulicę wojsko i milicję. Nie było już udawania, kształtowania osobowości i upiększania rzeczywistości. Żbika oszczędzono, nie wplątując w machinę stanu wojennego. Tajemnicą pozostanie, czy odszedł dlatego, że zrobił swoje, czy też nie spełnił pokładanych w nim nadziei propagandowych, czy po prostu przyszedł na niego czas. Do dziś seria o Żbiku pozostała najlepszym polskim komiksem kryminalno-sensacyjnym, która z założenia miała być ideologiczno-propagandowa. Jednak to, iż komiksy o jego przygodach po tylu latach są nadal popularne i znajdują się czytelnicy, którzy kupują je za niebagatelne kwoty, świadczy, że seria ta przetrwała próbę czasu.

Arkadiusz Florek
Namysłów - 2001 r.







Podziękowania: Michałowi Antosiewiczowi za pomoc, Markowi Misiorze i Kazimierzowi Kowalczykowi za natchnienie i długoletnią, owocną współprace.

Bibliografia:
Bilecki Arkadiusz, "Z komiksowego Archiwum X", "AQQ" nr 22, Zin Zin Press 2001.
Janicki Andrzej. "Mistrz", "Paradox". Wydawnictwo "Kreska" 1996.
Jastrzębski Jerzy, "Czas relaksu. O literaturze masowej i jej okolicach", Wydawnictwo Ossolineum 1982.
Jaworski Marcin. "Monografia Jerzego Wróblewskiego", praca magisterska.
Kowalczyk Kazimierz, Misiora Marek, niepublikowane zestawienie.
Międler Paweł. "Wróć, kapitanie", "Super Nowości" 12-14 maj 2000.
Misiora Marek. "Historia polskiego komiksu", tom l, nakład własny.
Pawlak Janusz. "Kapitan Żbik - bohater naszych czasów". "Krakers" nr 14. Agencja wydawnicza "Michaś Potrafi" 2000.
Rusek Adam, Scenarzyści Kapitana Żbika, witryna internetowa Igora Soszyńskiego.
Szaszłyk-Szlachtych Mateusz. Gorczyca Łukasz, "Na tropie Żbika", "Machina" nr 3. marzec 1998.
Szopiński Sławomir, "Kapitan Żbik czuwa", "Gazeta Poznańska".
Tuchman Wojciech, "Gdzie jesteś, kapitanie", "Gazeta Wyborcza", 20-21.08.1994.
Zandecki Łukasz, "2000 plansz Rosińskiego", "AQQ" nr 12. Zin Zin Press 1996.
"Żbik wraca", "Gazeta Wyborcza" nr 35/2000.

Inne podstrony:
Kapitan Żbik
Bogusław Polch
Grzegorz Rosiński
Jerzy Wróblewski
Władysław Krupka
Sport i Turystyka
Krakers
Krupka i Żbik
Różnice w wydaniach
Galeria okładek